giovedì 4 maggio 2017

Czy Włosi to kulinarni faszyści?

Ciao!

Kilka dni temu na jednej z fejsbukowych grup przeczytałam taką oto historię:

"Uwaga na dyskusje na temat jedzenia z Wlochami. :) Wlasnie wyczytalam w jednym z artykulow ze kilka dni temu 50 letni Wloch trafil do wiezienia a jego 44 letnia rumunska towarzyszka do szpitala po dyskusji dotyczacej ... makaronu. Chodzilo o to ile jajek powinno sie dodac do maki zeby zrobic fettuccine."
Pośmiałam się, opowiedziałam o tym Enzo, on też się pośmiał, ale po chwili padło:
- Ale ciekawe ile ona chciała dać tych jajek...
Na co ja zaczęłam się śmiać jeszcze głośniej. Oczywiście, jedzenie dla Włocha to bardzo ważna sprawa i absolutnie nic, co można potraktować po macoszemu, no i absolutnie nic, co można zbezcześcić, o czym za chwilkę.

Myślę, że każdy Włoch zapytany o to, jakie są jego zdaniem największe przyjemności w życiu, bez wahania odpowie: seks i jedzenie. Nad seksem nie muszę się tu zupełnie rozwodzić, wszyscy zrozumieliśmy :) O jedzeniu jednak możemy trochę porozmawiać.
Włoch jest bardzo, ale to bardzo przywiązany do swojej kultury, w szczególności tej kulinarnej. Jak Italia długa i szeroka, każdy ma NAJLEPSZY przepis na coś tam, i tylko ON/ONA wiedzą jak to NA PRAWDĘ się robi. We włoskiej telewizji o jedzeniu trąbi się na okrągło; pełno też kulinarnych programów które gromadzą przed odbiornikami całe rzesze Włochów, którzy jednak oglądają je nie po to by zdobyć jakiś nowy przepis, ale głośno skrytykować tego, kto gotuje na antenie, no bo przecież TO NIE TAK!
Na ulicach ożywione dyskusje kto co dziś jadł, i jaki jest właściwy przepis na cośtam. W supermarkecie panie domowe wymieniają się spostrzeżeniami, że ta passata pomidorowa to nie dobra bo się źle redukuje, ta za kwaskowata, a inna za słodka. Każdy ma swój ulubiony makaron i oliwę, i absolutnie każdy ma jakiś sekretny składnik czy trik na to by jego danie było najlepsze.
Z drugiej jednak strony obserwuję pokolenia młodych ludzi od nastolatków do powiedzmy 30-latków, którzy coraz bardziej skłaniają się ku gotowemu. Kobiety swój absolutny brak zainteresowania kuchnią tłumaczą tym, że są przecież nowoczesne i nie mają czasu. To nowoczesne podejście do kuchni i odżywiania owocuje tym, że Włoskie społeczeństwo zaczyna być otyłe. Mówimy tu o dzieciach, które do szkoły wędrują z pieniążkami na jedzenie z automatu, mówimy tu o nastolatkach którzy wpadli w wir amerykanizacji i chętnie zaglądają do fast-foodów, mówimy tu w końcu o moim pokoleniu, czyli o młodych pracujących ludziach, którzy jedzą na mieście byle co, byle szybciej. I każdy z nich ceni kuchnię włoskiej mammy czy nonny (babci), ale nie na tyle by z zapałem ją kontynuować.
Mimo rosnącego problemu, mieszkańcy Bel Paese nadal wyznają kult jedzenia. Celebruje się tu każdy posiłek, a każdy składnik ma znaczenie. Kuchnia włoska zyskała miano najsmaczniejszej i stała się wręcz produktem eksportowym półwyspu. Każdy szanujący się włoski emigrant, który popłynął do Ameryki spełniać swój american dream przywiózł ze sobą całą rodzinną tradycję kulinarną, która to szybko podbiła serca Amerykanów. I tak pizza czy spaghetti zagościły na stałe na amerykańskich stołach i przeszły nie lada zmianę. Niestety.
Często będąc z moimi włoskimi przyjaciółmi na pizzy, temat schodzi na to jak strasznie Amerykanie zmasakrowali całe jej pojęcie. Ciasto które jest bardziej plackiem drożdżowym niż cienką, chrupką warstwą, miliony dodatków na niej i miliony sosów do niej. I tu właśnie zaczynamy stąpać po bardzo cienkim lodzie. Ostrzegam, że i ja jestem tu dość stronnicza, bo kuchnię włoską uwielbiam i to co robią z nią amerykanie często sprawia, że włos jeży mi się na głowie. Zresztą nie tylko mnie. Jakiś czas temu natrafiłam na bardzo ciekawy artykuł, w którym to przytoczono bardzo ciekawe komentarze z amerykańskich stron z "włoskimi" przepisami.

Mozzarella Police podbiła moje serce <3


O nieszczęsnym ananasie na pizzy też trzeba wspomnieć :)

Tylko Włoch może zrozumieć jak wielkim obiektem kultu może być carbonara!

Ogólnie Włosi, którzy komentują "włoskie" przepisy w sieci stali się dość popularnym tematem do ożywionej polemiki, również we Włoszech. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że kiedy uczyłam się gotować prawdziwe dania z Italii, różniły się one znacznie od mojego wyobrażenia o nich. Dopiero po jakimś czasie zobaczyłam jak często cucina italiana jest modyfikowana na megalomańskie potrzeby Amerykanów, który chcą wszystko w rozmiarze xxl z setkami dodatków, które często zmieszane razem powodują, że już sami nie czujemy co jemy.
Osobiście rozumiem Włochów, którzy są tak wzburzeni amerykańską wizją ich kuchni. Cucina Italiana to nic innego jak prostota: mało składników, ale za to dobrej jakości; mało składników, ale czujemy dokładnie to, co jemy.
Mnie prawdziwa włoska kuchnia nauczyła doceniać jakość i prostotę, dzięki której zawsze zjemy smacznie. A pizza musi być zawsze na cieniusieńkim cieście! Basta :)

PS
Myślicie, że Włosi to kulinarni faszyści?

Saluti!



Nessun commento:

Posta un commento