giovedì 20 aprile 2017

Jesteś jak Pietruszka! :)

Ciao,

jeszcze kilka lat temu myślałam jak większość społeczeństwa - Italia bazylią stoi. No, i jeszcze w sumie oregano i jakaś tam szałwia się przewinie.
Potem przyszedł okres uświadomienia, Wieki Ciemne poszły w zapomnienie i przybyło do mnie Oświecenie. Le lezioni d'arte culinaria italiana, czyli lekcje włoskiej sztuki kulinarnej prowadzone przez maestro Enzo vel Fidanzato Disperato (zdesperowany narzeczony).



Cucina Italiana okazała się zgoła inna, niż to co sobie myślałam, niż to co widziałam w gazetce w Lidlu i niż to co gotował mój ówczesny (o zgrozo!) idol kulinarny Jamie Oliwer. Nie zrozumcie mnie źle, Jamie może i gotuje rzeczy jadalne i ogólnie poważane przez Brytyjczyków ale niestety im więcej wiedziałam o kuchni włoskiej, tym bardziej uświadamiałam sobie że jego kuchnia to właśnie brytyjskie wyobrażenie o kuchni włoskiej. Powiem szczerze, podpadł mi kilkoma przepisami, i już nigdy nie zdoła tego odrobić.
W każdym razie kontynuowałam swe nauki u sycylijskiego mistrza i jako przykładna uczennica zapisywałam wszystkie przepisy w notesie, który po tylu latach rozrósł się do ogromnych rozmiarów. Podczas nauki dokonałam wielu szokujących odkryć, np. makaron gotujemy w dużej ilości wody, z jeszcze większą ilością soli. Kiedy Enzo zobaczył jak mizernie solę wodę na makaron (około jednej, czubatej łyżeczki soli) zaczął się śmiać. Myślałam że oczy wylecą mi z orbit, kiedy zobaczyłam jak dosala tę wodę - wylądowało tam około jeszcze dwóch takich łyżeczek, a może i więcej. Stałam nad tym garnkiem z otwartą buzią i patrzyłam jak bulgocze ta słona, mętna woda. Od samego myślenia o tym ile tam tego jest podniosło mi się ciśnienie i zatrzymała woda w organizmie! No bo jak to tak!? Nie myślcie sobie, serce boli mnie do dziś podczas solenia wody na makaron, by trochę zagłuszyć wyrzuty sumienia zaczęliśmy używać soli himalajskiej. Niech Bóg ma nas w swojej opiece i chroni przed nadciśnieniem tętniczym. :)
Potem zaczęłam się uczyć o tzw condimento, czyli o wszelakim doprawianiu potraw i o przyprawach właśnie. Nie zajęło mi długo, żeby zrozumieć jak ważna jest pietruszka, prezzemolo w kuchni włoskiej. Pamiętam to zdziwienie Enzo, kiedy pierwszy raz przyleciał do mnie do Polski i odkrył, że w lodówce nie ma pietruszki! I jak my teraz doprawimy to wszystko?! - zapytał. My mawiamy sei come il prezzemolo (jesteś jak pietruszka), co znaczy, że ktoś jest wszędzie, jest wszechobecny.
Teraz kiedy sobie to wspominam, śmieję się sama do siebie. W naszej lodówce zawsze, ale to zawsze jest pietruszka.
Ryba bez pietruszki? No nie, jak to tak?
Owoce morza bez pietruszki? No, assolutamente no!
Pinzimonio, czyli sos, salsa którą można wzbogacić smak ogromnej ilości rzeczy, też nie zaistnieje bez prezzemolo.
Do zwykłej sałatki tez natka pietruszki nie zaszkodzi, a w specjalnej mieszance do panierowania kotletów czy ryb nie może jej wręcz zabraknąć.
Do tego dochodzi cała rzesza makaronów i sosów i już wiemy, że bez pietruszki w lodówce ani rusz.

Tak więc Italia pietruszką... i bazylią stoi :)

A Wy? Do czego używacie pietruszki? Po polsku - do rosołu i do przybrania potraw, czy może to dla was coś więcej?

Saluti!

Nessun commento:

Posta un commento